Brda. Wczasy z fabryki

Wstęp

“Brdę” zna niemal każdy, kto w ciągu ostatnich 50 lat wyjechał w Polsce na wczasy. Nawet niekoniecznie musiał być w środku jednej, ale na pewno przynajmniej jedną widział. Pomimo tej rozpoznawalności niemal niemożliwe jest znalezienie jakichkolwiek archiwaliów, projektów, ulotek. Jej sukces polegał głównie na tym, że Brda nie była produktem przewidzianym na rynek krajowy, musiała funkcjonować w logice rynków zachodnich, dlatego jej projekt był zasadniczo inny od pozostałych propozycji z polskiej oferty. Zagraniczny sukces przyczynił się jednak do rozproszenia archiwów.

Wydaje się, że tak jak rozmył się PRL, tak rozmyły się wszystkie materialne ślady po tej historii. Ostatnie Brdy stanęły zapewne gdzieś w okolicach 1985 roku. Dzisiaj każda Brda wydaje się wrośnięta w krajobraz: niemal niewidoczna, a jednak rozpoznawalna na pierwszy rzut oka. Jest też oczywiście mnóstwo projektów i domków, które Brdę przypominają. Trudno tutaj mówić o kopiowaniu, bo przecież sama Brda jest domem wrośniętym w międzynarodową modę na domki “A-frame”, przejętą z Zachodu. 

Brdy są. Stoją gdzieś w starych ośrodkach wczasowych albo w skupiskach letniskowców z lat 70. i 80. Niektóre murszeją, inne są modernizowane, docieplane. Znaczna część już dawno została porzucona albo rozebrana. Pomimo tego, że chyba nie znajdziemy w Polsce powiatu, w którym przynajmniej jedna Brda by nie stała, to na samym początku miałem tylko jeden punkt zaczepienia – Brdę, którą postawił Henryk Krupa – mój dziadek. Stanęła wiosną 1980 roku niedaleko Zalewu Zegrzyńskiego, kawałek za Radzyminem, kilka kroków od rzeki Rządzy. 

Dla mnie też ten domek był niemal neutralnym elementem krajobrazu, ot, był sobie gdzieś w świecie. Dopiero kiedy zacząłem zajmować się historią architektury, zobaczyłem, że nie jest to wyłącznie relikt swojej epoki albo przypadkowy produkt przemysłu poprzedniego ustroju. Zdziwiło mnie, że w tak prostym wnętrzu jest tyle niezwykle starannie dopracowanych detali, listew, desek. Zastanawiające stało się to, jak nieprzypadkowo wyeksponowana jest sosnowa podbitka pod dachem, jak scenograficznie wkomponowane w salon są wielkie szyby w kształcie trapezów. Ale poza tym zachwytem nie miałem w rękach niemal nic – żadnego nazwiska, żadnej daty. W momencie, kiedy postanowiłem zainteresować się sprawą badawczo wiedziałem tylko tyle, że Brdy są. 

Kup książkę "Brda. Wczasy z fabryki"

Konstrukcja drewnianego domku letniskowego typu Brda podczas budowy

Znalazłem informację, że domki były produkowane przez zakłady Stolbudu w Bydgoszczy, więc uznałem, że muszę pojechać na badania terenowe do miejsca, w którym Brdy produkowano, a właściwie do kilku budynków, które po bydgoskim Stolbudzie ocalały. W kwietniu 2024 roku pojechałem do Bydgoszczy, na ulicę Przemysłową 22. Zaparkowałem gdzieś na poboczu i ruszyłem w stronę zakładu. Żeby dojść do bramy, trzeba było przejść przez rodzaj dziedzińca. Podjazd flankowały ceglane, mocno zapuszczone, wciąż zamieszkane poniemieckie domy. Zakład z pewnością był o wiele starszy niż same prefabrykowane domki.

Nie do końca wiedziałem, czego szukam, nie istniała właściwie żadna ikonografia tego zakładu. Nie był obiektem reprezentacyjnym, nie miał być oglądany, podziwiany ani zapamiętywany. Pełnił funkcję wyłącznie pragmatyczną. Kiedy przyszedłem na portiernię i zapytałem, czy jako historyk mógłbym wejść na teren zakładu i zrobić kilka zdjęć, po drugiej stronie domofonu pojawiła się konsternacja. Sama prośba była chyba tak dziwna, że trudno było jej odmówić. Ostatecznie mnie wpuszczono. Jedynym warunkiem było to, żebym nie wchodził pod nogi obecnym najemcom.

Wszedłem więc, trochę na krzywą gębę, na teren zakładu, który już od dawna nie przetwarzał drewna, trudno właściwie stwierdzić, jaką funkcję współcześnie pełnił. Było tam raczej pusto. Trochę gruzu, trochę przypadkowych magazynów, dzika przyroda wdzierająca się w szczeliny asfaltu, kilku najemców zajmujących dawne przestrzenie produkcyjne. Chodziłem jednak po tym miejscu z poczuciem, że dotykam czegoś ważnego. Aberracja rzeczywistości, której doświadcza pewnie każdy researcher podczas pracy.

Montaż trójkątnej konstrukcji domku Brda przez trzy osoby

Kup książkę "Brda. Wczasy z fabryki"

Każda Brda wyjechała właśnie stąd. Każda deska, każda listwa, każdy element ściany, każdy fragment dachu musiał kiedyś znaleźć się w tym miejscu. Tu był obrabiany, kompletowany, pakowany. Stąd trafiał na bocznicę kolejową albo wyjeżdżał na kołach. Było w tym oczywiście coś z myślenia mistycznego. To nie były ruiny starożytnej cywilizacji, tylko nieczynny zakład przemysłowy. Miejsce praktycznie zużyte, robocze. 

W pewnym sensie dzisiejszy wygląd tego zakładu przypomina los samych Brdów. Są obecne, ale często zapomniane. Oryginalny projekt rozmył się w potocznym wyobrażeniu domku „w stylu Brdy”. Skąd dokładnie się wziął, kto go 
zaprojektował, jak działał jego system sprzedaży i dystrybucji? Odwiedziny ruin zakładu nie przyniosły mi nowych informacji, ale na pewno dały jakiegoś rodzaju kontekst, podłoże do dalszych badań. 

Zacząłem więc szukać informacji. Szybko okazało się, że jest to trudna kwerenda, bo materiałów o Brdzie zachowało się niewiele, a wiele z tych, które krążą, zawiera błędy. Na szczęście dziadek Henryk był człowiekiem skrupulatnym, notował i archiwizował niemal wszystko. Miałem więc niemal pewność, że gdzieś muszą istnieć dokumenty, rachunki, korespondencja, jakiekolwiek ślady drogi, którą domek przebył, zanim pojawił się na rodzinnej działce.

Przeglądałem zeszyty, notatki, skoroszyty i rodzinne 
papiery. Szukałem śladu Brdy i nie znajdowałem nic. Jakby temat w ogóle nie istniał. Po śmierci babci Anny przyszedł moment, w którym dawne mieszkanie dziadków przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie trzeba było opuścić i sprzedać. Ojciec poprosił mnie, żebym pomógł zabezpieczyć archiwa, zdjęcia i dokumenty, a te zajmowały znakomitą większość szafek, półek i szuflad. Wiedziałem, że to okazja, której nie mogę przegapić, bo jeśli czegoś nie odłożymy teraz, jeśli czegoś nie rozpoznamy i nie zachowamy, to zniknie na zawsze. 

Po kilku dniach inwentaryzacji zaczęła mnie dopadać frustracja, bo wiedziałem już niemal wszystko o wakacjach w Jugosławii i przeglądach dziadkowej Łady, jednak żadnego śladu po Brdzie nie było. W ten sposób wyjąłem do pudeł wszystkie dokumenty, jakie znalazłem i uznałem, że z jakiegoś powodu dziadek pozbył się tego fragmentu historii, co było trudne do uwierzenia.

Budowa prefabrykowanego domku Brda o konstrukcji A-frame

Któregoś dnia przyjechała ekipa, która miała wynosić ostatki rzeczy. Jeden z mężczyzn wyciągnął zza meblościanki grubą teczkę i zapytał, czy ona też ma wylecieć. W środku był komplet dokumentów. Zamówienie, dostawa, montaż, projekty, kopie techniczne, podpisy autorów, inżynierów i inżynierek. Teczka miała dobre dziesięć centymetrów grubości i okazała się niemal kompletnym materiałem badawczym. Prowadziła od pierwszego impulsu, przez decyzję o zamówieniu, aż po postawienie domku i rozpoczęcie jego użytkowania. Historia rodzinnej działki stała się łącznikiem do historii letniskowego przemysłu. Błędnie posądziłem dziadka o bałagan, a ten wykazał się niemal sterylną dokładnością w dokumentacji i prowadził osobną teczkę dotyczącą działki. 

Dlatego ta opowieść ma dwa początki. Jeden znajduje się w Bydgoszczy, w dawnym zakładzie nad Brdyujściem, w miejscu, z którego wyjeżdżały prefabrykowane elementy domków. Drugi znajduje się w rodzinnej teczce dziadka, znalezionej przypadkiem za szafą w śródmiejskim mieszkaniu dziadków. 

Zwiedzając bydgoski zakład, upewniłem się, że historia tego domku wymaga opisania. Nie dlatego, że jest anegdotą o letniskowej architekturze, ale dlatego, że przez Brdę można opowiedzieć o gospodarce PRL-u, eksporcie, projektowaniu przemysłowym, o wypoczynku, o tym jak Brda stała się 
częścią zbiorowej wyobraźni.

Ten tekst nie jest tylko monografią projektu. Patrząc na zależności i uwikłania, w których projekt funkcjonował, uznałem, że trzeba pokazać szerszy kadr – inne domki letniskowe, uwarunkowania prawne, nastroje społeczne. 

Brda jest jednym z najważniejszych projektów okresu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Przez dziesięć, a może piętnaście lat, domek typu Brda zdominował polski krajobraz wczasowy. Stał się niemal domyślną formą wypoczynku zorganizowanego, zakładowego i prywatnego. Być może nie ma wielu projektów z tamtego czasu, które tak mocno weszły w krajobraz codziennego doświadczenia. Może logo PKO, może znak LOT-u, może kilka innych projektów graficznych i użytkowych. Żaden z tych symboli nie miał tak wielkiej wyrwy w swojej biografii jak Brda.

Kup książkę "Brda. Wczasy z fabryki"